Jerzy Treutler (1931-2020)

Czy w jamę lasu wejść mi trzeba?

Tam pamięć zwykła brać za rękę,

Tam – nie ma nieba.[1]

kolaż: Michalina Zawistowska, zdj. Grzegorz Pastuszak

Jerzego Treutlera poznałam w dość nieoczekiwanych okolicznościach, na przednówku 2010 roku odwiedził mnie w ówczesnej siedzibie Fundacji Twarda Sztuka przy Grochowskiej w Warszawie. Zadzwonił domofonem, podniosłam słuchawkę i usłyszałam gromki głos „Treutler!” Po chwili stanął w drzwiach rosły mężczyzna w wieku siedemdziesięciu kilku lat. Znałam wówczas, jak się okazało znak graficzny Przedsiębiorstwa Państwowego „Moda Polska” – popularną „jaskółkę”, którą zaprojektował  w 1958 roku oraz kilka plakatów twórcy, między innymi „Pięć łatwych utworów”, „Zbereźnika”, czy „Pięciu z wyspy skarbów”. I to właśnie „Pięciu z wyspy skarbów” dotyczyła wizyta artysty. Ja i Nigel Arthur samowolnie opublikowaliśmy tę pracę  na świeżo wydanej w Anglii płycie DVD. Rozmowa, którą podjęliśmy dość szybko popłynęła zupełnie innym torem i jak się okazało, do wczoraj trwała nieprzerwanie 10 lat. Nawiązaliśmy nić porozumienia, którą tylko szalony los jest w stanie stworzyć. Przez kilka lat spotykaliśmy się w różnych miejscach Warszawy rozmawiając o plakacie, którego twórcą i miłośnikiem był Jerzy, a ja idealnym, oddanym odbiorcą. Oglądaliśmy wspólnie wystawy.

W Walentynki, 2011 roku spotkaliśmy się we troje, Jurek, Nigel i ja w kawiarni przy Rondzie Waszyngtona w Warszawie. Spóźniliśmy się, kilkanaście minut, więc usłyszeliśmy, że „moja szklanka jest w połowie pusta”.  Obejrzeliśmy jednak slajdy z reprodukcjami prac, wśród których był „Cyrk – lew”, „Cyrk – foka”, „Cyrk – akrobata”, „Główna ulica”, „Dyliżans”, „Prawo i bezprawie”, „Ziemia faraonów”, czy „Ostatni wojownik”. Wspólnie z Nigelem zachwyciliśmy się plakatami Jerzego Treutlera! Powodem była niewątpliwie swoboda tworzenia artysty, wyrazistość jego prac oraz zawarty w nich dowcip. Wiedzieliśmy już, że musimy pokazać światu tego gościa! Zamysł współpracy z Jerzym Treutlerem obejmujący pokazanie jego prac w formie zorganizowania wystawy oraz publikacji powstał jednak bardzo wcześnie, bo już na początku naszej znajomości, w trakcie spotkań z twórcą oraz jego żoną Aliną Zawistowską-Treutler w mieszkaniu – studio przy Alei  Stanów Zjednoczonych w Warszawie. Każde ze spotkań w towarzystwie artysty oraz jego żony redaktorki i tłumaczki książek było najczęściej ilustrowane przykładami, a pani Kasia (bo tak bliscy nazywali Alinę) raczyła nas w tym czasie specjałami swojej kuchni, niezwykłymi dla podniebienia.

Próba zmaterializowania myśli o wystawie i książce nie była łatwą drogą, jednak wspólne tworzenie w warunkach ogólnie niesprzyjających przynosiło coraz ciekawsze rezultaty. Rozpoczęliśmy współpracą, organizując seryjne warsztaty plastyczne dla dzieci w Szkole Podstawowej im. Norwida przy ul. Kamionkowskiej. We wrześniu 2011 r. z grupą trzydzieściorga dzieci poszliśmy na wycieczkę do ZOO, w trakcie której obserwowaliśmy zwierzęta. Jurek kochał przyrodę – w końcu urodził się na wsi, w Beszynie. W cyklu spotkań, w sali szkolnej z pomocą Jurka powstały plakaty inspirowane życiem zwierząt, a dzieciom przybliżone zostało pojęcie identyfikacji wizualnej. W jaki sposób ten starszy pan docierał do dzieci, mogących być jego prawnukami, opowiadając o poważnych graficznych sprawach? Otóż traktował dzieci zupełnie serio. Po dorosłemu. Będąc również „dzieckiem podszyty” skracał wydawałoby się pokoleniowo niemożliwy dystans. Nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego tak jest. Przyjmowałam fakt obcowania z osobą dużo starszą, a czasami jakby młodszą ode mnie zupełnie naturalnie. Teraz wiem: jego umysł pozostał młody, ale dojrzewał. Dlatego uwielbiałam zasiadać z Kasią i Jerzym przy stole w kuchni, rozmawiając, odkrywając, dyskutując, ucząc się. Siebie wzajemnie, świata, ludzi. Komentując, czasem spierając się.

Kolejne lata przynosiły różne możliwości i pomysły. Jakież było szczęście, kiedy w 2012 roku, w Kemistry Gallery w Londynie w dzielnicy Shoreditch otworzyliśmy wystawę plakatów Jerzego (wystawa zatytułowana Mr T: The Posters of Jerzy Treutler). Pokazaliśmy wówczas około 40 prac – plakatów filmowych, sportowych, cyrkowych, wystawowych.  Była to pierwsza, indywidualna ekspozycja prac JT poza granicami kraju. Kasia i Jurek byli dumni i szczęśliwi. Odwiedzający wystawę pytali mnie, czy na wystawie pokazujemy zbiorowy portret kilku plakacistów z Europy Wschodniej? A to był sam Treutler. Jego wyobraźnia i możliwości podporządkowania formy do treścu zamówienia były wprost oszałamiające. Skutek był taki, że swoim wielowymiarowym stylem mógłby obdarować kilku artystów. Jerzy był w stanie narysować wszystko; już w dzieciństwie, w wieku kilku lat – rysował na papierach przywożonych ze Szwecji przez ciotki, na znalezionych kartonach, karteluszkach. Rysunek dla niego stanowił naturalne narzędzie pamięci. Zapragnęliśmy, aby świat obejrzał jego prace i zapamiętał. Czekaliśmy długo. W tym czasie odeszła Kasia, świat w Alei Stanów Zjednoczonych zmieniał się. Stół w kuchni pozostał ten sam. I wciąż rozmowy wirujące wokół świata sztuki.

Jerzy był jedyną osobą, jaką znam, z którą siedzieliśmy przy świetle dziennym aż do zmroku, odraczając moment zapalenia żarówki. Patrzyliśmy przez okno w jego pracowni na zmieniające się niebo i zapalające się światła Stadionu Narodowego oraz bloków wokół wieżowca, w którym mieszkał. Rozmawiając.

Był jak Prospero. Jerzy całe życie był aktywnym grafikiem oraz osobą oceniającą i pomagającą w pracy młodszym grafikom. Zawsze poszukiwał nowości, zastanawiając się, dokąd zmierza sztuka plakatu? Tak trafiliśmy na prace Patryka Hardzieja, później na niego samego. Pomogła w tym jaskółka, której proweniencję przywróciliśmy prawowitemu autorowi, a Patryk umieścił ją na „II Ogólnopolskiej Wystawie Znaków Graficznych” oraz w formie tatuażu na swoim przedramieniu. Jurek wyszedł z cienia, rozpoczęło się zainteresowanie jego twórczością. Wciąż przy stole w kuchni rozważaliśmy, co jak i gdzie. Skanowaliśmy prace w Londynie, wożąc z Nigelem po kilkanaście sztuk, pakując plakaty w tuby, po każdym spotkaniu w „Alei na Stanów”. Kawa, poczęstunek, rozmowa. Zawsze z plakatem w tle.

Z czasem w świecie JT zaczęły pojawiać się również rysunki satyryczne, domagała się tego rzeczywistość. Dziś to spory zbiór współczesnego komentarza. Jurek ich nie robił od lat 90tych.

Szukaliśmy wciąż możliwości pokazania potencjału twórczego Treutlera. Jednym z pomysłów było stworzenie plakatu do przeglądu twórczości Michaela Powella i Emerika Pressburgera (Archers), zainicjowanego przez Thelmę Schoonmaker w 2014 roku, w czasie festiwalu Camerimage. Po jego zakończeniu Jerzy otrzymał list od trzykrotnej laureatki Oskara – Thelmy Schoonmaker-Powell z podziękowaniami za wykonaną pracę.

Uporządkowaliśmy archiwum. Jerzy zaprojektował kolejny znak graficzny – AJAT. Powstało Archiwum Jerzego i Aliny Treutlerów. Wymyślaliśmy, zestawialiśmy w głowie, zawsze przy kawie, plakat do plakatu. W końcu pierwszy konkret – wiadomość z Muzeum Narodowego / Muzeum Plakatu w Wilanowie. Jest decyzja!

Proces przygotowania wystawy i wymarzonej publikacji, to oddzielny temat. Wielka radość, wir działań doprowadzających do otwarcia 6 sierpnia 2020 roku w Muzeum Plakatu w Wilanowie. Reszta jest znana. W czasie trwania pierwszej retrospektywnej wystawy prac – Jerzy Treutler dwukrotnie odwiedził pawilon w Wilanowie zaprojektowany przez Jacka Cydzika, Halinę Kossuth oraz Adama Pulikowskiego. Marzył, aby jego prace obejrzało jak najwięcej młodych ludzi. Tak się stało. Marzenie się spełniło. Umysł Jerzego do wczoraj pozostał aktywny, rozmawialiśmy jeszcze o pisarstwie Szałamowa. Zmęczony organizm nie nadążał. Jurek zostawił nas z rozpędzonymi myślami, ale był uśmiechnięty, kiedy odszedł.

Jerzy Treutler (31.05.1931-11.12.2020)

Ewa Reeves, Warszawa, 12.12.2020


[1] Warłam Szałamow, Wiersze, przełożył Leszek Engelking, „Literatura na świecie”, 200, str. 214

Jerzy Treutler 1931-2020

Dziś w południe skończyła się pewna epoka.. / Today noon a certain era came to an end…

kolaż/collage: Michalina Zawistowska, f./ph. Grzegorz Pastuszak

Inspiracja / Inspiration

Czasami inspiracja autorska przychodzi niezamierzenie. W tym przypadku – transgresja pomiędzy znakiem graficznym a plakatem! / Sometimes inspiration comes unintentionally. In case below creative transgression between logo and the art of poster!

Mój pies Wulkan film i plakat (1970) / My s Vulkanom film and poster (1970)
Znak graficzny / Logo Agip (Eni) Luigi Broggini (1952, 1972)

Tropiciel śladów / The Pathfinder

Jak wspaniale można pisać o plakacie doskonale wie Pani Wioletta Kazimierska-Jerzyk z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego, która brawurowo i niezwykle ciekawie opisuje plakat do filmu Tropiciel śladów (1969/1971). Recenzja w punkt! Brawo!

Ms. Wioletta Kazimierska-Jerzyk from Lodz University (Institute of Philosophy) knows so well how to write about posters in brave as much as fascinating way. Her review of The Pathfinder (1969/1971) swirls straight to the point! Bravo!

Tropiciel śladów film 1969 / plakat 1971 The Pathfinder film 1969 / poster 1971

JT dla kobiet / for women…

89-letni twórca pierwowzoru kultowego logo z 1958r. wspiera masowy ruch społecznego protestu w 2020 r. / 89 years old creator of cult logo from 1958 is supporting social protest in 2020.

Słowobranie

W najnowszym 99 odcinku programu poświęconemu książkom “Słowobranie”pani redaktor Katarzyna Sanocka rozmawia z kurator retrospektywnej wystawy Jerzego Treutlera – Ewą Reeves, o książce “Jerzy Treutler. Grafik projektant”. Zapraszamy do obejrzenia audycji! /

In the new 99th part of book program “Slowobranie” – we invite you to listen to interview of Ms Katarzyna Sanocka and Ewa Reeves – curator of retrospective exhibition of Jerzy Treutler. We talk about the book “Jerzy Treutler. Graphic designer”! Stay tuned! (Interview in Polish!).

https://warszawa.tvp.pl/36256102/slowobranie

Bajki / Fairy Tales

Dzieki uprzejmosci pana Jerzego Pniewskiego oraz wspanialej stronie internetowej, jaka stworzyl DIAFILM http://www.diafilm.pl odnalezlismy kilka bajek przeznaczonych na rzutnik a rysowanych przez Jerzego Treutlera! Pokolenie lat 60′ i 70′ doskonale wie, o czym mowa! A na deszczowa jesien – prezentujemy kilka kadrow z “Kaloszy szczescia”.

Due to courtesy of Mr Jerzy Pniewski and his outstanding internet service DIAFILM http://www.diafilm.pl (dedicated to diascope projectors), we found a few fairy tales drawn by Jerzy Treutler! 60′ and 70′ generation knows exactly what i mean! And for the rainy autumn we present a few frames of “Wellington’s boots of happiness”.

Co wydarzylo sie dalej?… Zapraszamy na strone http://www.diafilm.pl! / What happened next?… You can all find out at http://www.diafilm.pl!

Skany dzieki uprzejmosci Jerzego Pniewskiego @diafilm / Scans courtesy of Jerzy Pniewski @diafilm

Spotkanie z nauczycielami / Meeting teachers

Publikujemy zdjęcia oraz korespondencję ze spotkania poświęconemu Jerzemu Treutlerowi prowadzonego przez panią Bożenę Pysiewicz (MCES https://www.mnw.art.pl/mces/mces/) z udziałem nauczycieli. / We publish photographs and correspondence from meeting on Jerzy Treutler art between Ms. Bozena Pysiewicz (MCES https://www.mnw.art.pl/mces/mces/) and the teachers.

Dziękujemy za cenne uwagi i pytania! / Thank you for precious comments and questions!

fot. / ph. Jerzy Janusz Tarkowski https://500px.com/p/jjt_jerzy?view=photos

Wystawa Pana prac jest bardzo ciekawa. Szczególnie zachwyciły mnie plakaty, które nazwałabym profilaktycznymi – choroby weneryczne, wypadki drogowe – łączą użyteczność z takim wyrafinowanym (tak to widzę) dowcipem językowym. Hasła do nich są świetne! Myślę, ze jest Pan inspiracją dla innych, bo stylistykę niektórych plakatów znam z całkiem współczesnych wydań książek dla dzieci (np. plakaty cyrkowe). Bardzo subtelne są rysunki – akty. Musi też być Pan dowcipnym człowiekiem.

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Radomińska

JT: Tytułem komentarza do pierwszego tematu: wyjaśniam, że przez ponad 10 lat byłem kierownikiem artystycznym redakcji plakatu społecznego, stąd mój bliski kontakt z tą tematyką, zarówno, jako autora zleceń dla grafików, jak i projektanta własnych propozycji.

Najbardziej podobają mi się plakaty filmowe. To było jak oglądanie i zabawa w kalambury. Lubię takie gry z widzem, sprawdzanie spostrzegawczości, gra w skojarzenia.

JT: W tematyce filmowej plakat był wartością dodaną, niejako komentarzem do istniejącego, gotowego utworu. Stwarzał możliwość osobistej „recenzji” graficznej.

Linoryty – uwielbiam tę formę grafiki, szkoda, że Pan z niej zrezygnował, bo widziałam udane projekty.

Serdecznie pozdrawiam,

Ewa

JT: Ja też żałuję, ale nie potrafiłem robić wszystkiego jednocześnie. Pozdrawiam. JT

Co Pan chciałby dzisiaj zilustrować (film, kultura, literatura). Jakie tematy byłyby Pana ulubionymi? Z czego czerpać inspirację tworząc plakat?

JT: Wyczerpała mi się wena twórcza, poza krytyczną oceną współczesności politycznej (satyrki na moim blogu).

Gdzie szukać inspiracji? W głowie! W świecie wyobraźni i skojarzeń myślowych, związanych z tematem.

Gratuluję twórczości. Dla mnie niezwykłe jest patrzenie na rzeczywistość oczami dziecka. Cykl plakatów cyrkowych, Dyliżans, Nie bądź taki zając, zrobiły na mnie duże wrażenie. Plakaty BHP mi się bardzo podobają, zwłaszcza z wodzem – włos ci z głowy nie spadnie. Pozdrawiam serdecznie.

JT: Całe życie aż do 90tki byłem podszyty dzieckiem. Jest to plus dodatni, lub ujemny, jak kto woli. Byłem również doradcą redakcji plakatu BHP. Stąd te tematy.

Dziękuję. Bardzo mi się podoba syntetyczność Pana prac, prostota i stosowanie koloru.  Jak to się robi, że z wiekiem, dojrzałością, w pracach jest coraz więcej młodości, nowoczesności? Jeszcze raz dziękuję. Magda Mól

JT: Ad 1 – mnie także! Do pozornej świeżości, czy spontaniczności dochodzi się mozolnym wysiłkiem.

Pańskie prace, to wspaniałe pole dla wyobraźni. Można interpretować w nieskończoność. No i ta magenta – jaka odważna i wybijająca się z szarości tamtych lat. Gratuluję i dziękuję!

Które ze swoich dzieł ceni Pan najbardziej?

Komputer, rysunek – jak Pan obecnie pracuje?

Ukochany twórca filmowy to…?

JT: Moim oczekiwaniem było, że obecna wystawa stanie się inspirację do nowych skojarzeń młodszego pokolenia widzów i grafików.

Magenta kiedyś była zaskoczeniem, obecnie pan Althamer ubrał cały zespół inscenizowanego przez siebie Wesela w kolory magenty, czyli kolorek trochę spowszedniał…

Rozmaite w różnych dziedzinach …

Rysunek był zawsze podstawową i wyjściową techniką. Komputer to wymóg współczesności.

Raczej gatunki filmowe – neorealizm włoski, francuski film noir, kontestacja amerykańska, niekiedy rosyjski realizm…

Specjalne pozdrowienia dla Pani z Sokołowa Podlaskiego, miejsca mojej pierwszej, indywidualnej wystawy sprzed ponad 40 lat…

To miasto ma jeszcze inny powód do dumy. Urodził się w nim znakomity grafik polski  – śp. Wiesław Rosocha (1945-2020). Był godnym następcą, kontynuatorem najwybitniejszych twórców w tej dziedzinie.

%d bloggers like this: